Via Ferrata – co to jest i jak zacząć przygodę z żelaznymi drogami?

Wyobraź sobie, że stoją przed Tobą pionowa ściana, przepaść pod nogami, a Ty – przypięty stalową liną – idziesz dalej, krok za krokiem, czując puls w skroniach i zapierający dech widok wokół. Czujesz mrowienie w dłoniach i jednocześnie… czystą radość. To nie sen, to via ferrata. Dla wielu osób żelazna droga staje się bramą do zupełnie nowego świata górskich doznań. Nie potrzebujesz lat treningów wspinaczkowych ani zaawansowanych umiejętności – wystarczy ciekawość, odrobina odwagi i chęć przekroczenia własnych granic bezpieczeństwa.

Może chodzisz po górach od lat, ale klasyczne szlaki przestały Cię ekscytować? Albo przeciwnie – dopiero zaczynasz swoją przygodę i szukasz czegoś, co da Ci więcej niż zwykły spacer po szczycie? Via ferrata łączy w sobie to, co najlepsze z wędrówki i wspinaczki, nie zmuszając Cię do wyboru między jednym a drugim. Stalowe liny, drabinki i klamry poprowadzą Cię tam, gdzie zwykły turysta nie ma wstępu, a przy tym zabezpieczą przed upadkiem. Brzmi dobrze? To dobrze trafił eś. Zaraz pokażę Ci, czym dokładnie są żelazne drogi i jak możesz bezpiecznie zacząć swoją pierwszą przygodę.

Czym jest via ferrata i dlaczego warto ją poznać

Via ferrata to w dosłownym tłumaczeniu z włoskiego „żelazna droga” – i właśnie tym jest. Szlak turystyczny o charakterze wspinaczkowym, który został wyposażony w stalowe elementy: linę poręczową, drabinki, klamry, stopnie, a czasem nawet mosty linowe. Wszystko po to, żebyś mógł bezpiecznie poruszać się w terenie, który normalnie byłby dostępny tylko dla doświadczonych taterników.

Czym różni się via ferrata od zwykłego chodzenia po górach? Ekspozycją i pionem. Podczas gdy na normalnym szlaku idziesz wygodną ścieżką z widokami na boki, na ferracie często wspinasz się niemal pionowo, z przepaścią tuż pod stopami. Różnica między via ferratą a klasyczną wspinaczką skałkową jest równie wyraźna. Wspinając się klasycznie, sam wybierasz drogę i punkty asekuracji. Na ferracie wszystko jest już przygotowane – Ty tylko idziesz wyznaczonym szlakiem, wpięty w stalową linę, która przebiega przez całą trasę.

Dla kogo jest via ferrata? Szczerze? Dla każdego, kto czuje chęć sprawdzenia się w trudniejszym terenie, ale nie ma ochoty poświęcać lat na naukę wspinaczki. Via ferraty są dla osób z górskim doświadczeniem, które nie mają lęku wysokości i są odporne na ekspozycję. Jeśli przeszedłeś Orlę Perć w Tatrach i nie spanikował eś na łańcuchach, via ferrata to naturalny następny krok. Jeśli natomiast każda przepaść wywołuje u Ciebie zawroty głowy – może to nie jest aktywność dla Ciebie, przynajmniej na razie.

Historia via ferrat sięga głębiej niż myślisz. Pierwsze żelazne drogi powstawały już w XVII wieku, gdy miłośnicy górskich ekskursji montowali na szlakach liny, łańcuchy i drabiny. Prawdziwy boom nastąpił jednak podczas I wojny światowej, kiedy na froncie w Dolomitach żołnierze potrzebowali szybkich i bezpiecznych tras do przemieszczania się po stromych ścianach. Te wojenne ferraty zostały po latach odnowione i dziś stanowią część najsłynniejszych tras we Włoszech. To, co kiedyś służyło do przetrwania w górach, dziś daje nam niezapomniane przeżycia.

Jak rozumieć skalę trudności na via ferratach

Każda via ferrata ma swoją wycenę trudności – i to jest pierwsza rzecz, którą musisz sprawdzić przed wyruszeniem. Najpopularniejszą skalą trudności via ferrat jest skala austriacka, w której poziom trudności wyrażony jest w przedziale A-G. Brzmi prosto? W teorii tak, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Poziom A to ferraty łatwe – idealne na start. Niewielka ekspozycja, sporo naturalnych stopni w skale, krótki czas przejścia. Śmiało możesz zacząć od poziomu A/B lub B, jeśli masz za sobą choćby Orlą Perć. Poziom C oznacza ferratę trudną z wieloma stromymi odcinkami, polecaną osobom z doświadczeniem. Tutaj już poczujesz siłę w ramionach i zauważysz, że nie każdy da radę. Poziomy D, E i F? To już teren dla zaawansowanych, gdzie potrzebna jest zarówno świetna kondycja, jak i doświadczenie wspinaczkowe.

Ale uwaga – trudność via ferraty to nie tylko wymagania techniczne, ale też długość trasy, ekspozycja czy dostępność miejsc odpoczynku. Możesz trafić na ferratę wycenioną na B, która będzie Cię męczyć przez cztery godziny bez przerwy, albo na krótką C, którą przejdziesz w pół godziny. Dlatego zawsze sprawdzaj pełny opis trasy – ile zajmuje samo przejście ferraty, jak długie jest dojście, czy są miejsca na odpoczynek. Jeśli widzisz w opisie „brak punktów odpoczynkowych” i jesteś początkującym – lepiej wybierz inną trasę.

Jeszcze jedna rzecz, o której często się zapomina: długie ferraty wycenia się według najtrudniejszego odcinka. Jeśli trasa ma wycenę C/D, to znaczy, że gdzieś w środku będzie fragment D, ale reszta może być znacznie łatwiejsza. Sprawdzaj dokładne opisy – czasem warto.

Niezbędny sprzęt na via ferratę – kompletny przewodnik

Zapomnij o tym, że „jakoś to będzie” – na via ferracie sprzęt to Twoje życie, dosłownie. Żaden kompromis, żadnych oszczędności w złych miejscach. Potrzebujesz trzech podstawowych rzeczy: uprzęży, lonży z absorberem i kasku. Do tego buty, rękawiczki i dobry humor. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze.

Uprząż wspinaczkowa to element, który łączy Cię ze wszystkim. Uprząż powinna być biodrowa i posiadać odpowiednie atesty, na przykład EN 12277. Dla pierwszych wypraw wystarczy zwykła uprząż wspinaczkowa – nie musisz kupować specjalnej ferratowej. Ważne, żeby dobrze leżała na biodrach, nie krępowała ruchów i nie uwierała po kilku godzinach. Przymierz ją w sklepie, pomaszeruj trochę, poczuj, czy jest wygodna. Pamiętaj – spędzisz w niej parę godzin, czasem więcej.

Lonża via ferrata to absolutnie kluczowy element, który powstrzyma Twój upadek. Lonża składa się z kilku elementów: absorbera energii, dwóch elastycznych ramion i karabinków. Absorber to serce całego systemu – w momencie upadku rozrywa się w kontrolowany sposób, pochłaniając energię i zmniejszając siły działające na ciało. Dzięki temu zamiast brutalnego szarpnięcia, które mogłoby uszkodzić kręgosłup, dostajesz wyhamowanie rozłożone w czasie.

Jak to działa? W absorberze znajduje się taśma połączona specjalnymi spajającymi szwami, które w momencie upadku ulegają rozerwaniu. Ten proces rozrywania pochłania energię. Po aktywacji absorbera lonża nadaje się wyłącznie do wyrzucenia – nie można jej używać ponownie. Dlatego jeśli odpadniesz i absorber zadziała, musisz przerwać ferratę lub asekurować się liną do końca. To nie jest opcjonalne.

Ramiona lonży łączą absorber z karabinkami. W lepszych lonżach ramiona są elastyczne, co ułatwia przepinanie – nie plączą się między nogami, nie utrudniają dostępu do ekwipunku. Na końcach ramion znajdują się specjalne karabinki typu K z automatyczną blokadą, które zatrzaskują się same po wpięciu. To kluczowe zabezpieczenie – nie musisz pamiętać o zakręcaniu, co zmniejsza ryzyko błędu.

Kask wspinaczkowy chroni głowę przed spadającymi kamieniami i uderzeniami o skałę. Kaski wspinaczkowe są zaprojektowane pod ochronę głowy głównie na wypadek uderzeń od góry. Wybierz lekki model z dobrą wentylacją – latem w Dolomitach potrafi być gorąco. Zawsze zakładaj kask przed wejściem na ferratę i zdejmuj dopiero po zejściu. Zawsze.

Buty i rękawiczki to elementy, o których początkujący często zapominają. Solidne buty z dobrą przyczepnością to must-have, zdecydowanie nie tenisówki. Sprawdzą się buty trekkingowe lub podejściowe. Rękawiczki wspinaczkowe chronią dłonie przed otarciami – po kilkudziesięciu przepinkach poczujesz, dlaczego są potrzebne.

Lonża odpoczynkowa to dodatkowy element, który pozwala bezpiecznie odpocząć w trudnym miejscu. Składa się z karabinka HMS i zszywanej pętli wspinaczkowej. Wpinasz się nią w stalową linę i możesz zawisnąć na chwilę, dając odpocząć zmęczonym mięśniom.

Ile to wszystko kosztuje? Podstawowy zestaw (uprząż + lonża + kask) to wydatek około 800-1200 złotych. Brzmi drogo? Pamiętaj, że kupujesz coś, co będzie służyć Ci przez lata. Alternatywnie możesz wypożyczyć sprzęt – wiele firm oferuje komplety za 50-100 złotych dziennie. To dobry sposób na przetestowanie, zanim zainwestujesz we własny ekwipunek.

Twoja pierwsza via ferrata – od czego zacząć

Powiedzmy to jasno: możesz pojechaćna pierwszą ferratę samodzielnie, obejrzeć kilka filmików na YouTube i liczyć, że jakoś to pójdzie. Ale czy to mądre? Nie bardzo. Pod okiem instruktora dowiesz się, jak poprawnie korzystać z lonży do asekuracji oraz jak bezpiecznie i sprawnie przepinać się między kolejnymi przeszkodami. Jednodniowy kurs to najlepszy start – kosztuje 300-500 złotych i daje Ci solidne podstawy.

Co zyskujesz na kursie? Przede wszystkim pewność, że robisz rzeczy dobrze. Instruktor pokaże Ci, jak prawidłowo założyć uprząż i lonżę, jak przepinać karabinki, jak poruszać się po trasie. Pamiętaj o złotej zasadzie: zawsze jeden karabinek musi być wpięty w linę. To zasada, która może uratować Ci życie. Nawet na łatwych odcinkach – statystycznie to właśnie tam dochodzi do większości wypadków, bo ludzie się rozluźniają.

Przygotowanie kondycyjne? Via ferrata nie wymaga takiej siły jak wspinaczka sportowa, ale potrzebna jest dobra koordynacja, pewność ruchu i ogólna sprawność. Jeśli regularnie chodzisz po górach, prawdopodobnie masz wystarczającą kondycję na ferraty A i B. Warto jednak przed pierwszym wyjściem poćwiczyć na drążku lub ściance wspinaczkowej – poczujesz, jak pracują mięśnie przy ruchu w pionie.

Przygotowanie psychiczne jest równie ważne. Umiejętność zachowania spokoju w ekspozycji, skupienie i konsekwentne trzymanie się zasad asekuracji – to rzeczy, które możesz ćwiczyć przed wyruszeniem. Jeśli masz problem z wysokością, zacznij od krótkich ferrat z niewielką ekspozycją. Nie rzucaj się od razu na C w Dolomitach.

Którą trasę wybrać na początek? Idealna pierwsza ferrata to trasa A lub A/B, krótka (do 2 godzin), z niewielką ekspozycją i łatwym dojściem. Alpiner Grat w Górach Żytawskich to krótka, malownicza trasa o trudnościach A/B, która świetnie sprawdzi się jako pierwsza przygoda. Inna opcja: HZS Martinské Hole to idealna propozycja na pierwsze spotkanie z żelazną drogą – niewielkie trudności techniczne, wędrówka malowniczym wąwozem.

Technika poruszania się – sekrety płynnego przejścia

Widzisz przed sobą pionową ścianę, stalową linę i drabinkę. Wiesz co robisz? Najpierw wpinasz jeden karabinek, potem drugi, sprawdzasz, czy są zamknięte, i idziesz dalej. Proste? W teorii tak. W praktyce większość początkujących popełnia ten sam błąd – wciąga się na rękach.

Przy wchodzeniu po pionowych skałach należy unikać siłowego i męczącego wciągania się na rękach – wysokość trzeba zdobywać przede wszystkim na dobrze opartych nogach. To jest absolutnie fundamentalna zasada. Wyobraź sobie, że wspinasz się po drabinie – nie ciągniesz się ramionami, tylko pchasz się nogami, a ręce służą wyłącznie do utrzymania równowagi. Jeśli zignor ujesz tę radę i będziesz się wciągać ramionami, po piętnastu minutach będziesz miał dość.

Nazywam to „efektem T-Rexa” – kurczowe trzymanie się liny na zgiętych rękach sprawia, że bicepsy płoną, a po piętnastu minutach nie masz siły odkręcić butelki z wodą. Złota zasada: prostuj ręce. Wyprostowana ręka działa jak cięgno – kości przenoszą obciążenie, mięśnie odpoczywają. Przepinając karabinki, staraj się wisieć na wyprostowanym ramieniu. To fizyka, nie magia.

Przepinanie karabinków to czynność, którą będziesz wykonywał setki razy podczas jednej ferraty. Algorytm jest prosty: jeden karabinek zawsze wpięty, drugi przepinasz. Wpinasz pierwszy za przeszkodę (stalowy trzpień, drabinka), sprawdzasz czy zamknięty, dopiero wtedy odpinasz drugi. Nigdy – powtarzam, nigdy – nie odpinaj obu karabinków jednocześnie. To najszybsza droga do wypadku.

Na odcinkach poziomych zasada to jeden odcinek i jedna osoba – między kotwami może się znajdować jedna osoba. Dlaczego? Jeśli ktoś odpanie, a Ty jesteś tuż pod nim w tym samym odcinku, może Cię zrzucić lub uderzyć podczas lotu. Na odcinkach pionowych zachowaj jeszcze większy dystans – minimum jeden wolny odcinek między Tobą a osobą nad Tobą.

Jak odpoczywać na trasie? Mając ekspres wspinaczkowy lub zestaw składający się z karabinka HMS i pętli, możesz wygodnie wpiąć się w stalową linę i stabilnie zawisnąć. Wybierz miejsce, gdzie możesz bezpiecznie stanąć lub zawisnąć – nie w środku pionowego odcinka. Najlepiej przy drabince lub klamrze, która daje dobry punkt oparcia.

Najczęstsze błędy początkujących i jak ich unikać

Widziałem to setki razy: osoba staje na starcie ferraty, ma cały sprzęt, instrukcję w głowie, ale popełnia podstawowe błędy, które mogą skończyć się tragicznie. Najczęstszy? Poruszanie się bez kasku albo wpinanie w linę tylko jednego karabińczyka. Brzmi absurdalnie, prawda? A jednak zdarza się codziennie.

Błąd numer jeden: zbyt ambitny wybór trasy. Nie rzucaj się od razu na głęboką wodę – na początek polecam trasy A/B lub B/C. Wielu początkujących myśli „przecież jestem w dobrej formie, dam radę C„. Potem okazuje się, że dobra forma to nie wszystko – liczy się też technika, doświadczenie i odporność psychiczna na ekspozycję. Jeśli Twoja pierwsza ferrata Cię przeraża, nie będziesz chciał wracać. Zacznij od czegoś łatwego, nabierz pewności, potem idziesz wyżej.

Błąd numer dwa: ignorowanie pogody. Nie wchodź na via ferraty podczas deszczu, burzy czy silnego wiatru – w wielu miejscach jest tabliczka z informacją, że wejście w trakcie deszczu to mandat sto euro. To nie żart. Mokra skała jest śliska, stalowa lina staje się piorunochronem podczas burzy, a silny wiatr na wiszącym moście może być śmiertelnie niebezpieczny. Sprawdzaj prognozę zawsze – rano i tuż przed wyjściem. Jeśli widzisz ciemne chmury, wracaj.

Błąd numer trzy: brak kontroli partnerskiej. W myśl zasady „co dwie pary oczu to nie jedna”, dość łatwo można wyłapać pozornie drobne błędy. Przed wejściem na ferratę sprawdźcie nawzajem uprząże, lonże, kaski. Sprawdźcie, czy wszystko jest prawidłowo założone, zapięte, zamocowane. Niepoprawnie wyregulowana uprząż podczas upadku obróci nas do góry nogami. Brzmi dramatycznie? Bo jest.

Błąd numer cztery: zbyt szybkie tempo. Wielu początkujących goni, jakby ktoś ich ścigał. Efekt? Zmęczenie, błędy w asekuracji, frustracja. Błędem jest ignorowanie zmęczenia. Jeśli czujesz, że mięśnie odmawiają posłuszeństwa, zatrzymaj się, odpoczynij, napij się wody. Nie ma pośpiechu.

Błąd numer pięć: niewłaściwa technika. Kurczowe trzymanie się liny na zgiętych rękach sprawia, że po piętnastu minutach bicepsy płoną. O tym pisałem już wcześniej – prostuj ręce, pracuj nogami, oszczędzaj siły. Jeśli po pół godziny czujesz, że ramiona Ci odpadają, robisz coś źle.

Gdzie pojechać na swoją pierwszą via ferratę

Via ferraty blisko Polski – Słowacja i Czechy

Nie musisz jechać do Dolomitów, żeby spróbować swoich sił na ferracie. Słowacja oferuje świetne trasy dla początkujących, często krócej niż trzy godziny jazdy z Polski. To idealne miejsce na pierwsze kroki – blisko, tanio, różnorodnie.

HZS Martinské Hole to absolutny klasyk dla początkujących. Ferrata ma wycenę B/C, prowadzi malowniczym wąwozem z wodospadami i dwoma wiszącymi mostkami. Długość? Około dwóch godzin samej ferraty, plus podejście i zejście. Ekspozycja umiarkowana, idealna na pierwszy raz. Dojazd z Polski zajmuje około 3-4 godziny, więc śmiało możesz zrobić to weekendowo.

Kyseľ w Słowackim Raju to nieco trudniejsza opcja, ale warta uwagi. Wąwóz prowadzi przez malownicze miejsca z wodospadami, z najtrudniejszym miejscem zwanym Temnica. Ferrata zajmuje około półtorej godziny, ale musisz doliczyć dwie godziny dojścia. Wycena B, miejscami B/C – do zrobienia dla każdego z podstawowym doświadczeniem.

Dve Veže (Dwie Wieże) to coś dla osób, które chcą przetestować kilka tras o różnych trudnościach. Kompleks składa się z dziewięciu krótkich dróg o trudnościach od A/B do C/D. Zaletą jest krótkie dojście z parkingu i możliwość dozowania sobie trudności – zaczynasz od łatwiejszych, stopniowo idziesz na trudniejsze.

Alpiner Grat w Czechach to propozycja tuż przy polskiej granicy. Krótka, malownicza trasa o trudnościach A/B w granitowych formacjach Gór Żytawskich. Łagodna ekspozycja, łatwe podejście, świetne miejsce na naukę obsługi lonży bez presji.

Dolomity – mekka via ferrat

Jeśli chcesz poczuć prawdziwą magię via ferrat, musisz pojechać tam, gdzie się urodziły – do Dolomitów. To właśnie tutaj narodziły się żelazne drogi i dziś znajdziesz ich setki. Od wymagających historycznych tras po łagodne, widokowe ścieżki dla początkujących.

Dolomity to nie tylko piękno, ale też wyzwanie logistyczne. Nawet łatwa trasa może zyskać na trudności przez długość, nagłą zmianę pogody czy wymagające podejście. Dlatego dobrze dobrać trasę, startować wcześnie i mieć solidną kondycję. W zamian dostajesz spektakularne panoramy, piękną ekspozycję i uczucie, że robisz coś naprawdę wyjątkowego.

Jezioro Garda to region idealny na początek przygody z Dolomitami. Północna część jeziora otoczona Południowymi Alpami Wapiennymi oferuje różnorodność tras – łatwych i trudnych, krótkich i długich. Ogromnym atutem jest łagodny klimat – nad Gardą możesz wspinać się praktycznie o każdej porze roku. Zimą w Dolomitach leży śnieg, ale nad jeziorem często świeci słońce i jest kilkanaście stopni.

Popularne ferraty dla początkujących nad Gardą to Via Colodri, Fausto Susatti i Mario Foletti – wszystkie wycenione na A lub A/B. Krótkie, przyjazne, z pięknymi widokami na lazurowe wody jeziora.

W sercu Dolomitów znajdziesz SOSAT – jedną z najbardziej znanych vie ferrate w Dolomitach Brenty, która łączy schroniska i oferuje spektakularne przejścia. To już trasa trudniejsza, ale jeśli masz za sobą kilka ferrat i czujesz się pewnie, SOSAT da Ci niezapomniane przeżycia.

Kiedy jechać? Sezon na ferraty w Dolomitach trwa od czerwca do września. Najlepszy okres to lato, choć czasem ze względu na zalegające w północnych partiach pokłady śniegu warto sprawdzić, czy trasa jest otwarta. W lipcu i sierpniu może być tłoczno – jeśli chcesz uniknąć kolejek, jedź w czerwcu lub we wrześniu.

Bezpieczeństwo na via ferracie – zasady, które mogą uratować życie

Powiedzmy sobie szczerze: via ferrata jest bezpieczniejsza niż wspinaczka, ale wciąż niesie ryzyko. Odpadnięcia na ferratach są oceniane jako bardziej niebezpieczne niż w klasycznej wspinaczce ze względu na dużo większe siły działające podczas odpadnięcia. Dlatego mówi się: na ferracie się nie odpada. Asekuracja to ostatnia deska ratunku, nie sposób na ułatwienie sobie wspinaczki.

Zasada numer jeden: zawsze sprawdzaj pogodę. W górach pogoda zmienia się dynamicznie – nie wchodź na via ferraty podczas deszczu, burzy czy silnego wiatru. Stalowa lina podczas burzy to piorunochron. Jeśli widzisz błyskawice albo słyszysz grzmoty, natychmiast wracaj. To nie miejsce na bohaterstwo.

Zasada numer dwa: zawsze jeden karabinek wpięty. Nigdy nie przepinaj dwóch karabinków jednocześnie. To absolutna podstawa. Przepinasz jeden, sprawdzasz czy zamknięty, dopiero wtedy odpinasz drugi. Nawet na łatwych, poziomych odcinkach. Właśnie tam najczęściej dochodzi do wypadków, bo ludzie się rozluźniają.

Zasada numer trzy: regularnie sprawdzaj sprzęt. Przed każdym wyjściem obejrzyj lonżę, absorber, karabinki, uprząż. Każde pęknięcie, zużycie czy zatarcie mechanizmu to sygnał, by wymienić element. Nie oszczędzaj na sprzęcie – to nie miejsce na kompromisy.

Zasada numer cztery: zachowuj bezpieczne odległości. Na odcinkach pionowych minimum odległość jednego wolnego odcinka między pnącymi się. Jeśli ktoś odpanie nad Tobą, lot może wynieść kilka metrów – nie chcesz być na jego drodze.

Co robić w sytuacji awaryjnej? Jeśli podczas odpadnięcia absorber uległ jakiemukolwiek rozerwaniu, lonża nie nadaje się do dalszej asekuracji i osobę należy asekurować liną dynamiczną do końca ferraty. To nie jest opcjonalne. Jeśli zadziałał absorber, przerywasz ferratę albo asekurujesz się liną. Punkt.


Via ferrata to nie tylko sport – to doświadczenie, które zmienia perspektywę. Po pierwszej ferracie patrzysz na góry innymi oczami. Wiesz, że możesz więcej niż myślałeś. Czujesz satysfakcję, której nie da zwykły szlak. A to dopiero początek.

Zaczynasz od łatwych tras blisko Polski, oswajasz się z ekspozycją, nabierasz pewności. Potem jedziesz do Dolomitów, stajesz na szczycie po trzygodzinnej ferracie i widzisz panoramę, która zapiera dech. Zrozumiesz wtedy, dlaczego ludzie wracają na żelazne drogi rok po roku.

Pamiętaj jednak: via ferrata to nie wyścig. Nie ma tu miejsca na brawurę czy pokazywanie się. Liczy się bezpieczeństwo, odpowiednia technika i szacunek dla gór. Zaczynaj od łatwych tras, ucz się od bardziej doświadczonych, inwestuj w dobry sprzęt. Buduj swoje doświadczenie stopniowo, krok po kroku – dokładnie tak, jak przepinasz karabinki na ferracie. Powoli, pewnie, zawsze z jednym punktem asekuracji.

Góry czekają. Stalowe liny czekają. Teraz Twoja kolej.

By Tadeusz Malczuk

Tadeusz Malczuk to doświadczony górołaz, który od ponad 30 lat przemierza górskie szlaki w Polsce i za granicą. Pochodzi z Nowego Sącza, gdzie jako dziecko zakochał się w Beskidach, ale to Tatry skradły jego serce na dobre. Z wykształcenia leśnik, z zamiłowania fotograf i gawędziarz, który potrafi godzinami opowiadać o szlakach, schroniskach i spotkaniach z dziką przyrodą. Tadeusz wierzy, że w górach człowiek najbardziej zbliża się do siebie – to jego azyl, przestrzeń do kontemplacji i oddechu od zgiełku codzienności. Nigdy nie wyrusza w drogę bez termosu z herbatą z lipy, mapy papierowej i notesu, w którym zapisuje myśli oraz obserwacje z wędrówek. Od lat dokumentuje swoje wyprawy na blogu „Wędrowny Duch Gór”, gdzie łączy refleksje, zdjęcia i praktyczne porady dla miłośników górskich wędrówek.