Stoisz 500 metrów poniżej szczytu. Czujesz przeszywający ból w kostce – pewnie zwichnięcie, może złamanie. Schodzenie o własnych siłach? Zapomnij. Dzwonisz po pomoc. Helikopter ląduje po 40 minutach, ratownicy stabilizują nogę, przewożą Cię do szpitala. Tydzień później dostajesz rachunek: 22 000 euro. Albo… dostajesz uśmiech ratownika i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Bez rachunku. Bez złotówki.
Jaka jest różnica między tymi scenariuszami? Pięćdziesiąt metrów. Dokładnie tyle dzieli polską stronę Tatr od słowackiej. Po tej samej stronie masz identyczną kontuzję, tego samego helikoptera, podobnych ratowników. Ale rachunek? Diametralnie inny.
W 2024 roku ratownicy TOPR udzielili pomocy 1330 osobom w polskich Tatrach – to wzrost o 36% w stosunku do roku poprzedniego. Śmigłowiec wystartował 439 razy. Każda z tych akcji była bezpłatna. Ale co jeśli Twój szlak wiedzie dalej, za granicę? Przekonajmy się, ile tak naprawdę kosztuje pomoc w górach i jak się przed tymi kosztami zabezpieczyć.
Polska strona medalu: kiedy ratownictwo nic nie kosztuje
Zacznijmy od dobrej wiadomości. Jeśli planujesz wędrówki wyłącznie po polskiej stronie Tatr, Karkonoszy czy Bieszczadów, Twoja kieszeń jest bezpieczna. TOPR i GOPR działają na prostej zasadzie: ratują każdego, zawsze, bez rachunku. Nieważne, czy potknąłeś się na Szlaku do Morskiego Oka, czy potrzebujesz śmigłowca z lodowca pod Rysami. Koszt? Zero złotych.
Ta bezpłatność obejmuje naprawdę wszystko. Poszukiwania, gdy zabłądzisz w gęstej mgle. Transport helikopterem, gdy złamiesz nogę w niedostępnym terenie. Pierwszą pomoc medyczną. Nawet jeśli akcja trwa osiem godzin i angażuje dziesięciu ratowników plus śmigłowiec, nie zapłacisz ani grosza.
Brzmi jak luksus? To standard, który finansuje NFZ. System, który sprawia, że możemy cieszyć się górami bez obawy o rachunek za ewentualną pomoc.
Ale tutaj właśnie czai się pułapka. Wiele osób myśli: „Skoro TOPR darmowy, to po co mi ubezpieczenie?” Odpowiedź jest brutalna – wystarczy, że nieświadomie przestąpisz granicę. Szlak graniczny w Tatrach wiedzie dokładnie po linii między Polską a Słowacją. Potkniesz się pięćdziesiąt metrów po drugiej stronie i nagle te same służby, ten sam helikopter kosztują Cię kilka tysięcy euro. Bo teraz płacisz nie polskiemu TOPR, ale słowackiemu HZS.
Znam przypadek turysty, który po upadku, czując lekkie obrażenia, z pomocą innych wspinaczy przeszedł kilkaset metrów z powrotem na polską stronę – tylko po to, by nie płacić za akcję ratunkową. Ryzykowne? Bardzo. Mógł pogłębić uraz, spowodować trwałe uszkodzenia. Ale strach przed rachunkiem okazał się silniejszy niż rozsądek.
Słowacja – pierwsze zaskoczenie za granicą
Przekraczasz granicę. Krajobraz identyczny, góry te same, nawet język podobny. Ale zasady gry zmieniają się fundamentalnie.
Cennik HZS – liczby, które trzeźwią
Horská Záchranná Služba, słowacki odpowiednik TOPR, działa na zasadach komercyjnych. Każda minuta akcji ma swoją cenę. Godzina pracy ratownika? Od 35 do 79 euro, zależnie od trudności akcji. Lot helikoptera? Tu zaczyna się prawdziwy ból – od 3000 do 3500 euro za godzinę lotu.
Zróbmy szybkie obliczenie. Typowa akcja ratunkowa z użyciem śmigłowca trwa około 40 minut. Samo przelecenie helikoptera to koszt rzędu 2500 euro. Dodaj pracę czterech ratowników po 60 euro za godzinę – kolejne 160 euro. Transport do szpitala, sprzęt, koordynacja – łatwo przekroczyć 5000 euro. To przeciętny scenariusz, przy prostej akcji, dobrej pogodzie, znanej lokalizacji poszkodowanego.
A teraz wyobraź sobie coś bardziej skomplikowanego. Gęsta mgła, konieczność poszukiwań, trudny teren. Młody taternik po wypadku wspinaczkowym otrzymał rachunek na 22 000 euro. Jego polisa pokrywała maksymalnie 20 000 euro. Resztę – 2000 euro – musiał dopłacić z własnej kieszeni. Pomyśl o tym: zrobił wszystko dobrze, wykupił ubezpieczenie, a i tak zapłacił.
EKUZ – pomocnik z ograniczeniami
Wielu turystów uspokaja się myślą: „Mam EKUZ, jestem zabezpieczony”. Rzeczywiście, Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego działa na Słowacji. Daje dostęp do publicznej opieki zdrowotnej na tych samych zasadach co obywatelom słowackim.
Problem w tym, że EKUZ nie pokrywa ratownictwa górskiego. Ani grosza. Helikopter? Płacisz. Praca ratowników? Płacisz. Transport medyczny z miejsca wypadku? Płacisz. EKUZ wkracza dopiero w momencie, gdy jesteś już w szpitalu. I nawet wtedy musisz się liczyć ze współpłatnościami – 2 euro za wizytę, 0,10 euro za kilometr transportu sanitarnego, częściowe opłaty za leki.
Agnieszka i Tomek przekonali się o tym w najmniej odpowiednim momencie. Weekend w Tatrach Słowackich, tylko z EKUZ. Tomek poślizgnął się na mokrym głazie – uraz szczęki, dwa wybite zęby, złamany nadgarstek. Wezwali ratowników. Rachunek? Kilka tysięcy euro za akcję ratunkową plus koszty hospitalizacji i stomatologa, których EKUZ nie pokrył w pełni. Zamiast wspominać piękne widoki, liczyli straty w budżecie domowym.
Alpy – gdzie stawki rosną proporcjonalnie do wysokości
Jeśli myślisz, że Słowacja jest droga, Alpy mogą przyprawić Cię o zawrót głowy. Im wyżej, im bardziej na zachód, tym rachunki rosną.
Geografia kosztów
Austria, najbliższy alpejski sąsiad, ma średni koszt 40-minutowej akcji z helikopterem na poziomie 4984 euro. To średnia – oznacza, że część kosztuje mniej, część znacznie więcej. Akcja w Tyrolu może wynieść od 1500 do 5000 euro, zależnie od złożoności. Włochy? Tam rachunki potrafią sięgnąć 20 000 euro, zwłaszcza jeśli trafisz do prywatnej kliniki w pobliżu kurortu. Francja nie pozostaje w tyle – Alpy Francuskie to rachunki rzędu 15 000-20 000 euro za akcję wysokogórską.
Ciekawostka? Niemcy i Szwajcaria są relatywnie tańsze. Niemcy – około 3120 euro (37% mniej niż Austria), Szwajcaria – 3681 euro (26% mniej). Ale „taniej” to pojęcie względne, gdy mówimy o tysiącach euro.
Historia, która mogła się skończyć tragicznie
Rok 2014, austriackie Alpy. Polska turystka wpadła do 35-metrowej szczeliny. Helikopter, skomplikowana akcja wydobywania, transport do szpitala, operacja, tydzień na intensywnej terapii. Przeżyła – to cud. Rachunek? 19 000 euro. Nie miała ubezpieczenia. Zapłaciła każde euro z własnej kieszeni.
Ta historia pokazuje dwa aspekty. Pierwszy – techniczne możliwości alpejskich służb ratunkowych są imponujące. Potrafią wydobyć człowieka z miejsc, które wydają się nieosiągalne. Drugi aspekt? Bez ubezpieczenia jedna chwila nieuwagi może oznaczać katastrofę finansową na lata.
Znam też inną historię. Janek, doświadczony wspinacz, wykupił solidną polisę z wysoką sumą ubezpieczenia. Wszystko przemyślał. Prawie wszystko. Nie zauważył jednego zapisu w OWU – jego ubezpieczyciel wyłączał odpowiedzialność powyżej 3200 metrów nad poziom morza. Wypadek zdarzył się na wysokości 3800 metrów, podczas wspinaczki na Matterhorn. Polisa? Bezużyteczna. Rachunek za włoską akcję ratunkową? W całości z jego kieszeni.
Jak wybrać ubezpieczenie – bez ściemy i marketingowych obietnic
Dobra polisa górska to nie jest loteria. To matematyka plus zdrowy rozsądek. Potrzebujesz pięciu elementów – bez nich Twoja ochrona ma dziury jak szwajcarski ser.
Koszty ratownictwa – najważniejszy element
To podstawa. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Nie wystarczy, że polisa obejmuje „koszty akcji ratunkowej”. Musisz sprawdzić sumę gwarantowaną. Dla Tatr Słowackich minimum to 6000 euro – tyle wystarczy na standardową akcję z helikopterem. Planujesz Alpy? Patrz na 20 000 euro w górę. Wysokie Alpy, zimowa wspinaczka, rejony trudnodostępne? Nie bierz polisy poniżej 50 000 euro.
Drugie pytanie: czy polisa rozdziela akcję poszukiwawczą od ratunkowej? Niektóre ubezpieczyciele płacą tylko za ratownictwo – czyli od momentu, gdy Cię znajdą. Poszukiwania mogą trwać godzinami, kosztować tysiące. Jeśli polisa tego nie obejmuje, masz problem.
Koszty leczenia – nie oszczędzaj na zdrowiu
W Tatrach Słowackich minimum to 30 000-40 000 euro. Ale pamiętaj – to Europa, stosunkowo blisko Polski. W Alpach, zwłaszcza w szwajcarskich czy francuskich kurortach, gdzie dominują prywatne kliniki, ta sama kontuzja może kosztować dwukrotnie więcej. Hospitalizacja, operacja, rehabilitacja, leki – to wszystko sumuje się szybko.
Zwróć uwagę na jeszcze jeden aspekt. Ubezpieczyciel powinien organizować leczenie, a nie tylko zwracać koszty po fakcie. Dobra polisa to taka, gdzie dzwonisz pod numer assistance, oni kontaktują się ze szpitalem, organizują transport, płacą bezpośrednio. Ty skupiasz się na powrocie do zdrowia, nie na procedurach i rachunkach.
NNW, OC i assistance – detale, które mają znaczenie
Ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków wypłaci Ci odszkodowanie, jeśli doznasz trwałego uszczerbku na zdrowiu. To poduszka finansowa na rehabilitację, adaptację mieszkania, utracone zarobki. Odpowiedzialność cywilna? Wyobraź sobie, że podczas wspinaczki zrzucasz kamień, który rani turystę poniżej lub niszczy cudzą własność. OC pokryje koszty leczenia poszkodowanego i naprawy szkód.
Assistance to sieć wsparcia. Tłumacz przy wizycie lekarskiej. Organizacja transportu bliskich, jeśli jesteś hospitalizowany. Przedłużenie pobytu w hotelu, gdy lekarz zabroni Ci podróży. To sprawy, o których nie myślisz przy zakupie polisy, ale które robią różnicę, gdy jesteś w kryzysie.
Pułapki w OWU – czytaj drobny druk
Ogólne Warunki Ubezpieczenia to nie jest literatura do czytania dla przyjemności. Ale przeczytaj je. Naprawdę. Szukaj trzech rzeczy.
Po pierwsze: wykluczenia wysokościowe. Niektóre polisy działają tylko do 3000 metrów npm., inne do 3200, jeszcze inne do 4000. Jeśli planujesz wysokie Alpy, sprawdź ten limit. Po drugie: definicja sportów ekstremalnych. Zwykły trekking do 3000 metrów zazwyczaj nie wymaga rozszerzenia. Ale wspinaczka skałkowa? Taternictwo? Skitouring? To już „sporty wysokiego ryzyka” – bez rozszerzenia polisa nie zadziała. Po trzecie: podział akcji poszukiwawczej i ratunkowej. Wspominałem już o tym, ale to tak ważne, że powtórzę – upewnij się, że polisa obejmuje oba elementy.
Ile to wszystko kosztuje?
Podstawowa polisa na Tatry Słowackie, jednodniowa? Od 2,50 złotych. Brzmi tanio, bo jest tania. Takie ubezpieczenie ma niskie sumy gwarancyjne – może wystarczyć na prostą akcję, ale przy czymś poważniejszym zostaniesz z rachunkiem do dopłaty.
Optymalna polisa, pokrywająca większość scenariuszy w Tatrach i łatwych trasach alpejskich, to koszt 8-15 złotych dziennie. Sumę ratownictwa masz na poziomie 20 000 euro, leczenia 50 000 euro. To rozsądny balans między ceną a ochroną.
Rozszerzona polisa z wysokimi sumami (50 000+ euro na ratownictwo, 100 000+ na leczenie), obejmująca sporty wysokiego ryzyka? Tutaj mówimy o 20-60 złotych dziennie. Brzmi drogo? Podziel 60 złotych przez potencjalny rachunek 20 000 euro. To 0,3% kosztu. Jakbyś kupował spokój ducha za trzy grosze od złotówki.
Kiedy naprawdę potrzebujesz ubezpieczenia?
Nie lubię kategorycznych stwierdzeń, ale tutaj zrobię wyjątek. Są sytuacje, gdzie ubezpieczenie jest opcjonalne. I są takie, gdzie jego brak graniczy z nieodpowiedzialnością.
Możesz, ale nie musisz
Jednodniowa wycieczka Szlakiem na Giewont? Polska strona Tatr, dobrze oznakowane szlaki, bliskość cywilizacji. Technicznie możesz iść bez ubezpieczenia – TOPR ratuje za darmo. Weekend w Bieszczadach, łagodne podejścia, turystyczny trekking. Karkonosze w sezonie letnim, szlaki główne.
To nie znaczy, że ubezpieczenie jest zbędne. Nawet na polskich szlakach może się przydać – choćby w formie NNW, które wypłaci odszkodowanie za kontuzję. Ale nie jest absolutnie niezbędne.
Bezwzględnie potrzebujesz
Każde przekroczenie granicy. Każde. Nawet jeśli planujesz tylko godzinę po słowackiej stronie, wracając tym samym szlakiem. Nawet jeśli „tylko zerkniesz” na słowackie widoki. Granica to granica – po jednej stronie pomoc darmowa, po drugiej płatna.
Wyjazdy w Alpy to oczywistość. Bez ubezpieczenia nie wychodź z hotelu, naprawdę. Austria, Włochy, Szwajcaria, Francja, Niemcy – wszędzie ratownictwo płatne, wszędzie drogie. Każdy zimowy wyjazd na narty lub snowboard za granicę wymaga polisy z odpowiednim rozszerzeniem. Każda wspinaczka, każde taternictwo – nawet w Polsce. Tu chodzi głównie o NNW i wysokie sumy gwarancyjne, bo ryzyko poważnych urazów jest znacznie wyższe.
Polisa roczna czy jednorazowa – matematyka dla praktycznych
Masz przed sobą proste równanie. Ile razy w roku wychodzisz w góry? Ile dni spędzasz na szlakach?
Polisa jednorazowa to elastyczność. Płacisz tylko za dni, które faktycznie spędzasz w górach. Weekendowy wyjazd w Tatry Słowackie, trzy dni, solidna polisa – około 40 złotych. Tydzień w Alpach – 100-150 złotych przy dobrej ochronie. Jeśli jeździsz raz, może dwa razy do roku, to najrozsądniejszy wybór.
Ale gdy wychodzisz częściej, matematyka zmienia się drastycznie. Cztery wyjazdy po trzy dni każdy, to dwanaście dni rocznie. Przy 12 złotych dziennie dajesz 144 złote. Polisa roczna? PZU Szlaki bez Granic kosztuje około 200-300 złotych rocznie i obejmuje nieograniczoną liczbę wyjazdów. Plus działa w pasie 30 kilometrów za polską granicą – czyli pokrywa praktycznie wszystkie Tatry Słowackie.
Dla osób, które traktują góry poważnie – treningi, weekendowe wyjazdy, wyprawy – roczna polisa to oczywistość. PZU Bezpieczny Powrót obejmuje cały świat (wyłączając Arktykę i Antarktydę) do wysokości 6000 metrów. Dla ambitnych wspinaczy i alpinistów to jedyne rozsądne rozwiązanie.
Pięć mitów, które mogą cię dużo kosztować
Przez lata słyszałem dziesiątki wymówek, dlaczego ktoś nie wykupił ubezpieczenia. Poznaj najczęstsze mity – i prawdę, która je obala.
Mit pierwszy: „TOPR jest darmowy, więc ubezpieczenie mi niepotrzebne”
Prawda brzmi twardo. TOPR jest darmowy tylko w Polsce. Przekroczysz granicę – i nagle ten sam helikopter, ci sami ratownicy kosztują tysiące euro. Słyszałem historię turysty, który będąc rannym na szczycie po słowackiej stronie, kazał się nieść z powrotem do Polski, żeby nie płacić. Narażał zdrowie, ryzykował komplikacjami – wszystko przez mit o „darmowym TOPR”.
Mit drugi: „Standardowa polisa turystyczna wystarczy”
Sprawdź OWU typowej polisy turystycznej. W dziewięciu przypadkach na dziesięć znajdziesz wykluczenie aktywności górskich. Trekking powyżej 2000 metrów? Wykluczone. Wspinaczka? Wykluczona. Nawet jazda na nartach często wymaga specjalnego rozszerzenia. Podstawowa polisa chroni Cię przed zatruciami pokarmowymi i grypą, nie przed górskimi wypadkami.
Mit trzeci: „EKUZ pokrywa wszystko w Unii Europejskiej”
EKUZ to świetne narzędzie, ale ma konkretne ograniczenia. Pokrywa publiczną opiekę zdrowotną – tę samą, z której korzystają obywatele danego kraju. Nie pokrywa ratownictwa górskiego. Nie pokrywa transportu medycznego do Polski. Nie pokrywa leczenia w prywatnych klinikach. W praktyce EKUZ + ubezpieczenie turystyczne = pełna ochrona. Samo EKUZ = dużo luk.
Mit czwarty: „Potrzebuję ubezpieczenia tylko przy ekstremalnych sportach”
Najczęstsza przyczyna wypadków w górach? Upadki na szlakach turystycznych. Zwykłe potknięcie, mokry kamień, chwila nieuwagi. Nie musisz wspinać się po ścianie 5000 metrów, żeby potrzebować helikoptera. Starszy pan z zawałem podczas spaceru na Halę Gąsienicową. Dziecko z odwodnieniem podczas letniego upału. Turysta z hipotermią po nagłej zmianie pogody. To nie są ekstremalne sytuacje – to codzienność górskiego ratownictwa.
Mit piąty: „Ubezpieczenie jest drogie”
Drogie w porównaniu do czego? Podstawowa jednodniowa polisa kosztuje jak duża kawa w kawiarni – 2,50 złotych. Kompleksowa ochrona to 10-15 złotych dziennie – jak dwa bilety autobusowe. Potencjalny koszt akcji ratunkowej? 20 000 euro, czyli prawie 90 000 złotych. Za dziesięć złotych kupujesz ochronę wartą dziesiątki tysięcy. To nie jest drogo – to jest absurdalnie tanio.
Praktyczna checklista – co zrobić przed wyjściem w góry
Dzień przed wyjazdem w góry masz ostatnią szansę, żeby wszystko sprawdzić. Nie odkładaj tego na poranek, gdy już pakujesz plecak w pośpiechu.
Wykup polisę minimum 24 godziny przed wyjazdem. Większość ubezpieczycieli ma okres karencji – polisa zaczyna działać dopiero następnego dnia po wykupieniu. Zapisz numer assistance w telefonie. Nie trzymaj go tylko w mailu z polisą – wpisz do kontaktów, wyślij SMS-em do siebie. Zrób zdjęcie polisy telefonem i wydrukuj papierową kopię. Telefon może się rozładować, zmoczyć, stłuc. Papier zawsze zadziała.
EKUZ to dobry dodatek, nie zamiennik ubezpieczenia. Jeśli go nie masz, złóż wniosek online przez PUE ZUS – dostaniesz tymczasowe poświadczenie od razu, fizyczną kartę w ciągu tygodni. Sprawdź, czy Twoja polisa obejmuje planowane aktywności. Wspinaczka z liną? Skitouring? Sprawdź OWU – być może potrzebujesz rozszerzenia o sporty wysokiego ryzyka.
Teraz najważniejsze pytanie: kiedy dzwonić po pomoc? Nie czekaj, aż będzie „naprawdę źle”. Nie możesz samodzielnie iść? Dzwoń. Podejrzewasz złamanie? Dzwoń. Pogoda się gwałtownie pogarsza i nie wiesz, jak bezpiecznie zejść? Dzwoń. Widzisz objawy hipotermii u współtowarzysza? Dzwoń natychmiast.
Każda minuta zwłoki zwiększa ryzyko komplikacji – i paradoksalnie zwiększa koszty akcji. Im szybciej wezwiesz pomoc, tym prostsza będzie akcja, krótszy czas pracy ratowników, mniejszy rachunek. Fałszywa odwaga i „poczekajmy, może samo przejdzie” to najgorsza strategia w górach.
Co powinieneś teraz zrobić
Masz przed sobą prostą decyzję, która może uratować Twój budżet domowy przed katastrofą. Dwa scenariusze leżą przed Tobą jak rozwidlenie szlaku.
Pierwszy: ignorujesz wszystko, co przeczytałeś. Myślisz „mnie się to nie przydarzy”. Idziesz w góry bez polisy, przekraczasz granicę, potykasz się. Rachunek 22 000 euro ląduje na Twoim stole. Spłacasz go przez lata, pamiętając, że mogłeś go uniknąć za dziesięć złotych.
Drugi scenariusz: przed następnym wyjazdem poświęcasz piętnaście minut na porównanie ofert. Wykupujesz polisę dopasowaną do Twoich planów. Może nigdy z niej nie skorzystasz – i szczerze, tego Ci życzę. Ale jeśli coś się stanie, zamiast paniki o rachunku, możesz skupić się na powrocie do zdrowia.
Która ścieżka brzmi rozsądniej?
Nie odkładaj tego na później. Nie mów „wykupię przed kolejnym wyjazdem”. Sprawdź teraz, jakie polisy pasują do Twojego stylu górskich wypraw. Porównaj sumy gwarancyjne, przeczytaj OWU, zadaj pytania ubezpieczycielowi. Góry czekają, ale póki co, masz czas się przygotować.
I pamiętaj – najlepsze ubezpieczenie to rozsądek, doświadczenie i szacunek do gór. Polisa nie zastąpi odpowiedniego sprzętu, kondycji i planowania. Ale gdy wszystko inne zawiedzie, gdy los postanowi sprawdzić Twoją wytrzymałość, polisa będzie tamą między normalnym powrotem do domu a finansową ruiną.
Góry nie wybaczają lekkomyślności. Ale nie musisz płacić za każdą lekcję pełną ceną. Za dziesięć złotych dziennie kupujesz spokój, który jest bezcenny.
Najczęściej zadawane pytania
Czy potrzebuję ubezpieczenia w polskie Tatry? Nie, jeśli planujesz zostać wyłącznie po polskiej stronie granicy. TOPR świadczy pomoc całkowicie bezpłatnie. Ale jeśli choćby rozważasz przekroczenie granicy na słowacką stronę – nawet na chwilę – polisa staje się niezbędna. Wystarczy jeden krok za granicę i ta sama akcja, ten sam helikopter kosztuje kilka tysięcy euro.
Ile kosztuje akcja ratunkowa w Tatrach Słowackich? Prosta akcja bez helikoptera to około 1500-2000 euro. Akcja z użyciem śmigłowca, standardowa złożoność – 5000-8000 euro. Skomplikowana akcja, długie poszukiwania, trudne warunki – nawet 22 000 euro. Lot helikoptera kosztuje 3000-3500 euro za godzinę, plus praca ratowników od 35 do 79 euro za godzinę na osobę.
Czy EKUZ wystarczy na wyjazd w Tatry Słowackie? Absolutnie nie. EKUZ pokrywa wyłącznie publiczną opiekę medyczną – wizyty lekarskie, hospitalizację, podstawowe leki. Nie pokrywa kosztów ratownictwa górskiego ani transportu medycznego. Na Słowacji za akcję ratunkową płacisz z własnej kieszeni. EKUZ to dobry dodatek do ubezpieczenia turystycznego, nie jego zamiennik.
Jaką sumę ubezpieczenia wybrać na Alpy? Minimum 20 000 euro na koszty ratownictwa i 50 000 euro na leczenie. To kwoty, które pokryją większość typowych scenariuszy. Jeśli planujesz wysokie Alpy powyżej 4000 metrów, zimową wspinaczkę lub trudne trasy – patrz na polisy z sumami 50 000+ euro na ratownictwo i 100 000+ euro na leczenie. W Alpach koszty są znacznie wyższe niż w Tatrach.
Czy ubezpieczenie działa przy sportach ekstremalnych? Tylko wtedy, gdy wykupisz rozszerzenie o „sporty wysokiego ryzyka” lub „sporty ekstremalne”. Standardowa polisa górska obejmuje zwykle trekking do około 3000 metrów. Wspinaczka skałkowa, taternictwo, wspinaczka lodowcowa, skitouring, freeride – to wszystko wymaga dodatkowej klauzuli. Koszt? Zwykle 30-40% drożej niż podstawowa polisa. Ale bez tego rozszerzenia, przy wypadku podczas takich aktywności, polisa nie wypłaci ani grosza.
